Czy ja żyję?
Napiszę to tutaj i tak to tu zostawię.
Sprawdzę potem czy żyję, a jeśli tak, to ile i gdzie…
Wczoraj od popołudnia był dziwny dzień.
Komputer zawiesił się na mailu, ja zamiast pisać o początkach transformacji w Polsce napisałam odręcznie list na kolorowych kartkach z wysztancowanymi konikami na biegunach. Sama wysztancowałam. Potem zaszło słońce i zeszłam do kuchni, zadzwonił tata, że widzi z apartamentu „U Olgi” moją lampę przy kominku, która się świeci. Czy ugotowałam już obiad? Nie, ale właśnie się do tego zabieram, jak chcesz, to chodź. Zrobiłam pożywne curry. Dużo, żeby było też na dziś. Siedzieliśmy później we troje przy kominku i ja czytałam na głos kartkę świąteczną od Gabrielli ze Szwajcarii. Nieswoją pamięcią sięgnęliśmy do 1945 roku, kiedy Jej tata musiał zawrócić spod Elbing, ale Jego dom rodzinny w Hirschbergu był już zajęty przez armię radziecką. To do zobaczenia – powiedział tata, co wydało mi się bardzo dziwne. Postanowiłam tym razem nie jechać aleją. Tamten wypadek, którego skutki widziałam wracając taksówką o północy, wydał mi się dość złowieszczy, a wieczór był mroźny i drogi śliskie. Botki miałam ciepłe i zupełnie nieetyczne, czego nie byłam świadoma w momencie zakupu 10 lat temu. Armani. Solidne wykonanie na lata. No cóż. Parking nad jeziorem był zamarznięty, kroki stawiałam ostrożnie – najpierw na kostce brukowej, następnie na oszronionych deskach mostu przez kanał przy starym młynie. Poznałyśmy się niespełna dwa lata temu. Pojechałam specjalnie do Olsztyna po te płytki do fundacji, a w wielkim markecie budowlanym, w którym przecież było wszystko, intuicja stanowczo kazała mi zawrócić i kupić płytki w Ostródzie. Ja ze swoją intuicją nie dyskutuję, co najwyżej mogę zadać pytanie. Posłusznie opuściłam ten market mówiąc koleżance, że intuicja tak kazała. Oczywiście, że rozumiała. No więc nazajutrz kupiłam te płytki u Niej, a wczoraj siedziałyśmy przy stoliku. Wydarzeniami tych dwóch lat można by obdzielić kilka kobiet. Najzabawniejsze było przecież to, że rok wcześniej – a był duży mróz i spadło dużo śniegu – jechałyśmy do miasta Elbląg, a teraz pan w lokalu śpiewał to, co ja wtedy: Felicita. Co zrobić, jeśli dzieje się tak, że ktoś uporczywie nie chciał zrozumieć ani poczuć, a potem poczuł o wiele za późno? Chyba nic, bo to nie moja lekcja. Bardzo mnie dziwi to, że 10 lat temu śnił mi się widok z tego mieszkania – dokładnie tego, w którym przecież jeszcze nigdy nie byłam. Ja później zastanawiałam się, czy chodzi o to, żeby je kupić, ale nie. Środki przeznaczyłam na budowę domu. Śniło mi się wtedy też to uczucie, które towarzyszy mi dzisiaj często w moim domu, w pięknych hotelach, w eleganckich samochodach prowadzonych przez szoferów w dobrze skrojonych garniturach. Nie otwieraj sama tych drzwi! – mawiał Olaf. Pan wie, z kim ma do czynienia. No i przestałam otwierać. Zamykać też. Skąd miałabym je wtedy znać? A śniło mi się i chciałam więcej. Nie, zupełnie tego nie oceniam. Nie mam najmniejszego problemu z tym, żeby elegancki pan szofer woził mnie po stolicy do dźwięków jazzu i ani jednego dźwięku swojego głosu. Ani słowa. Dziękuje, doceniam to bardzo. Widocznie pan wie z kim ma do czynienia. Pani zupełnie nie interesują kontakty z obcymi mężczyznami. Nic a nic. Pani doświadcza kilku przestrzeni czasowych jednocześnie i to jest już wystarczająco pochłaniające. Taki lśniący, czarny śpiulkolot do milczącego przemierzania galaktyk też mi się wtedy śnił. Czy E-Klasa będzie wystarczająca? – pytają w Bristolu, kiedy zamawiasz transfer z lotniska, a nawet z dworca. Wtedy, przy śniadaniu, opowiedziałam o tym śnie. Olaf spojrzał z uznaniem. On lubi czarne, lśniące Mercedesy, ale uważa posiadanie takiego wehikułu za zupełnie pretensjonalny przeżytek. I ja to szanuję. Co miałabym z tym robić na wiejskich drogach, anyway? Pożegnawszy się pomyślałam z ukłuciem w sercu, że do mnie z tych wielkich ust to jednak dociera głównie niemy krzyk o niemiłości, a spod sztucznych rzęs płynie błaganie o dostrzeżenie tego, co w środku. Rzeźba twarzy na Bambi wzbudza we mnie pulsujące współczucie i żal. Chodź, przytulę cię, nie musisz robić sobie tej krzywdy, żeby ktoś cię docenił. Jesteś wspaniała z cienkimi ustami, spójrz my wszystkie takie mamy. Ale te sygnały nie są do mnie, a adresaci przypuszczalnie odbierają zupełnie inny komunikat i mają potem potencjał rozwoju na czternaście fajerek. Nie moja lekcja. O jaka ładna pani – powiedział jeszcze młody mężczyzna z tej grupki, która wysypała się z przeszklonych drzwi i poturlała wesoło po oblodzonym pomoście tocząc się nieuchronnie w kierunku magnetycznej otchłani Dziewczynki Bambi. Ojojoj… Na zdrowie, chłopcy. Nie moja lekcja. Naciśnięciem guziczka uruchomiłam silnik. Mój samochód zwany Reksiem automatycznie łączy się z moim telefonem o pseudonimie Koniczek. Z głośników popłynęły dźwięki akordeonu: Gelato al cioccolato. Dolce Vita meets Polskie Wesele. Pan z La Rivy ma konto na Spotify. Podoba mi się Jego głos, jest przyjazny, łagodny i radosny. Nie przeszkadza mi też, kiedy podchodzi do naszego stolika, żeby zostawić swoją ulotkę. Jest zupełnie nieinwazyjny i uprzejmy. Tamto Do zobaczenia wydało mi się na tyle dziwne, że zadzwoniłam do taty. Nie robię tego mniej więcej nigdy. Wszystko było dobrze. Uznałam, że może chodzi o mnie. Nie wrócę aleją i będę jechała ekstra ostrożnie. Mgła była coraz gęstsza. Mijając zajezdnię autobusów czułam się, jakbym przekraczała niewidzialną bramę zaświatów. Po prawej stronie, za jeziorem, smukłe pnie drzew były oświetlane przez pomarańczowe światło latarni. To tam są takie drzewa? Nikt nie jechał z naprzeciwka. Było mroźnie i mgliście. Przy fabryce hamburgerów zwolniłam przepisowo do 50 km/h. Daleko przede mną, gdzieś przy tablicy z nazwą miejscowości, ktoś skręcał do Lipowca. To wtedy myśli i wizje zaczęły mi koziołkować i nakładać się na siebie. Zakręt i zjazd w dół do doliny Drwęcy, zaraz zjazd do Idzbarka, przez most na rzece, i stroma górka. Powoli Koniczek, o co tu chodzi? Może to koniec twojej wędrówki na tym levelu Super Mario? Tak to pokazują w filmach, you know… Że całe życie ci się ukazuje w ułamku sekundy. Podjechałam pod górę, zobaczyłam dwa świetliste renifery i szpaler świerków, za nimi tablica z nazwą ulicy Żródlana. Szok! Przecież tu ledwo ludzie ogrzewają domy tym czarnym węglem, a Marta spaliła sobie brwi i rzęsy dokładając do pieca. Jakie tablice z nazwami ulic? Co to znaczy Finezja i dlaczego ta czekolada ma taki napis? Okna ze szprosami zamarzają i są obsypane pięknymi esami-floresami z lodu. O, i to jest właśnie finezja, Olu. Wieś była pusta i cicha jak makiem zasiał. Bożonarodzeniowym makiem, ale ciasto do makowca poproszę teraz bezglutenowe, bo to dlatego ciągle wymiotowałam na imprezach rodzinnych. To znaczy, wiadomo dlaczego, ale ten gluten miał to ukazać. Czy ja jeszcze tu jestem? Jakie jest hasło do HBO GO?
Dodaj komentarz